Relacja z podróży 2022
Relacja z podróży 2022 Meksyk

TulumTulum - rzeczywistość instagramalna

Niestety w Mahahual w nocy zaczał padać deszcz i padał aż do rana. Zjedliśmy śniadanie i z bólem serca wyjechaliśmy do Tulum. W planie były jeszcze plaże przynajmniej do 12:00, ale prognozy pogody nie dawały nadzieii, a według tych samych prognoz w Tulum świeci słońce. Podróż to 2,5h, po drodze mam pierwszą kontrolę policji. Nikt się do niczego nei przyczepia, pokazuję dokumenty i jadziemy dalej. Do końca podróży nie mamy już śniadań w hotelach, robimy więc w Tulum zakupy (pierwsza okazja na duży tani sklep od Meridy), a później udajemy się z ciekawością do Zona Hotelara gdzie znajdują się najdroższe na Jukatanie hotele. Mijamy ogromne ilości turystów większość bardzo wystrojona, wielu na stylowych rowerkach. Droga jest dziurawa i zakorkowana, dookoła pył, wszystko brudne. Tulum to tutejsza stolica Instagrama. Są całę strony poświecone temu jak zrobić zdjęcia w najważniejszych instagramowych spotach. W tych dawmowych wystarczy odstać w kolejce, ale w innych np barach, trzeba wydać np. min 100-150usd by nie płacić za wstęp. Strach pomyśleć ile ten wstęp kosztuje ;) Ten dziki pęd za zdjęciem do instagrama niestety widać. Widać też chęć dopasowania stylu do tych zdjęć które ludzie oglądają przed wyjazdem. Efekt jest dziwny - jakby inne światy. Dobrą ilustracją były mijane dwie wystrojone panie na quadzie jadące nim 20km/h środkiem szerokiej drogi na której nikt inny nie jechał wolniej niż 60km/h. Uczciwie muszę jednak przyznać, że niektóre z hoteli w Tulum to prawie dzieła sztuki. Są drogie, ale gdybym mógł przetestować np azulik.com chętnie bym to zrobił ;) Nie miałbym ochoty już z tego hotelu wychodzić. Droga wzdłuż Zona Hotelara kończy się bramą do rezerwatu Siam Ka'an. Trzeba zapłacić za wstęp (40zł dla nas wszystkich) i wpisać się na listę. Rezerwat jest na liście Unesco, ale by cokolwiek zobaczyć trzeba wykupić wycieczkę łodzią. Już wcześniej uznaliśmy, że wybieramy w zamian Rio Celestun. Droga pozostawia wiele do życzenia. Jechałem już tutaj wieloma nieutwardzonymi drogami, ale ta wymaga najwyższej uwagi. Dziury są głębokie i wypełnione wodą. Kilka kilometrów jedziemy przez pół godziny Zatrzymujemy się przy pierwszej możliwe okazji: campingu El último Maya. Widok jest fajny, ale ludzi brak, do tego mocno wieje Robimy spacer, a później w lokalnej restauracji zamawiamy sok, za który płacimy 35zł (za szklankę !). Uciekamy tę samą drogą starając się nie urwać koła. Tulum ma bogatszą ofertę noclegową. Poza drogimi i rzeczywiście fajnymi, choć drogimi hotelami przy plażach mają sporo atrakcyjnych apartamentów. W Tulum powstała cała dzielnica apartamentowców i nie jest to najlepszy projekt, bo brakuje tam sklepów, usług, czegokolwiek. Może dlatego relacja jakości do ceny jest niezła. Zatrzymujemy się z Watal Tulum Hotel, nowej tańszej kontynuacji znanego aparthotelu Copal. Do wieczora już nie chce nam się nigdzie wychodzić: Taras wyszedł nieostro

Relacja z podróży 2020
Relacja z podróży 2020 Oman i Emiraty

QantabOman

Poranek sprawny. Nie mamy śniadania w pakiecie, ale mamy zapas zakupów. Wyjeżdżamy z parkingu punktualnie o 8:30, ale Andrzeja nie ma... Robimy kilka kółek dookoła hotelu i idzie :) Miał zator na recepcji swojego hotelu. Sprawnie wyjeżdżamy z miasta i jedziemy w kierunku Hatta. Czytałem wcześniej, że prowadzenie samochodu tutaj jest wyzwaniem, ale jest fajnie. Praktycznie każdy jedzie szybciej niż jest to dozwolone, ale nie ma szaleństwa i jest wysoka kultura. Nikt nie rozjeżdża pieszych. To przykład na to, że wysokie mandaty działają. Pod warunkiem, że są wystawiane, a tutaj są i do tego to samo przewinienie drugi raz kosztuje więcej.
Droga do przejścia granicznego prowadzi przez góry, gdzie na drodze jest sporo remontów, daje nam to opóźnienie około 30min. Na granicy formalności po stronie UAE nie zajmują sporo czasu, jedynie kolejka na kilka samochodów. Jednak po stronie Omanu musimy wysiąść kupić ubezpieczenie dla samochodu i wszystko razem pokazać w okienku. Ubezpieczenie jest dostępne na 5 lub 10dni, Budget pisał o 7 lub 30. Są spore kolejki i formalnie do Omanu udaje nam się wjechać z opóźnieniem około ponad 1h względem planu. Dalej do Muscatu odległość jest spora, ale autostrada przynajmniej 3x3 z niewielkim ruchem. Co mniej niż 1km są radary, pewnie część to tylko obudowa, ale nie wiadomo, która część.
Po większym ruchu na drodze widać, że jesteśmy już prawie w Muskacie. Z autostrady niewiele widać, ale miasto jest zupełnie inne niż Dubaj. Sułtan Kabus uważał, że wysokie budynki tutaj nie pasują i ich nie ma. Widać jednak bardzo dużo inwestycji w budowie. Tu widać nawet fotoradar:

Przyjeżdżamy w okresie żałoby po sułtanie. Na forach turystów charterowych też żałoba, bo hotele ograniczyły imprezy. Z tego powodu miałem większe obawy, niż ze strony napięć USA-Iran. Jednak Oman poradził sobie sprawnie z wyborem następcy (została nim osoba wyznaczona przez Kabusa, choć formalnie nie musiało tak się stać). Sułtan Kabus przejął władzę w Omanie siłą od swojego ojca, który nieco zbłądził. Zrobił z Omanu cywilizowany kraj, pomimo, że nie jest on bogaty w ropę jak sąsiednie Emiraty lub Katar, czy Bahrajn. Przez dekady rozbudował infrastrukturę, wprowadził powszechną edukację. Udało mi się ustawić Oman w pozycji kraju, który negocjuje i prowadzi mediacje, a unika konfrontacji. To natura Ibadytyzmu, pacyfistycznego odłamu islamu, który dominuje w Omanie a poza nim jest jeszcze chyba tylko na Zanzibarze (dawny sułtanat Omanu). Według wiki także w Libii, Tunezji i Algerii. Podobno Oman ma nawet otwarte stosunki dyplomatyczne z Izraelem. Dobre relacje i z USA, i z Iranem. Czytałem o epizodzie wykupu amerykańskich szpiegów skazanych w Iranie, mogli dzięki temu wyjechać, .. ale tylko do Omanu. Wjeżdżając do Muskatu widać, że to cywilizowany kraj.
Na dziś w planie mamy tylko Matrah, przez lata główny port Omanu. To osobne miasto, ale mniejsze, wciśnięte pomiędzy naturalną zatokę i góry. Bardziej klimatyczne niż Muscat.

Jest już po 15:00 więc późno. Ciemno zaczyna się robić przed 17:00. Jestem nieco zszokowany, bo tutaj zielone przystrzyżone trawniki, zadbane chodniki, generalnie bardzo ładnie. Bardzo mocno wieje (2 dni wcześniej też mieliśmy taki wietrzny wieczór). Znowu tracimy sporo czasu na bankomat i wymianę walut. Robimy tylko spacer, widokowo jest bardzo fajnie:






Jedziemy nieco dalej, gdzie szukamy knajpki z jedzeniem. Tutaj każdy lokalny fast food nazywa się coffee shop, nie wiem dlaczego. Jedzenie jest w nich dobre i tanie, choć nie zawsze wnętrze jest zachęcające. To już kolejne miasteczko na wybrzeżu, gdzie w okolicy znajduje się pałac Sułtana:

Śpimy kilka kilometrów dalej w miasteczku Qantab z sporą plażą. Na chwilę przed zachodem słońca na plaży takie klimaty:


Mamy mieszkanko z airbnb po bardzo dobrej cenie. 2 pokoje i łazienka, a korytarzem jest wielki taras. To ten na górze zdjęcia:

Relacja z podróży 2019
Relacja z podróży 2019 Azory i Portugalia

Vila Franca do CampoSete Cidades

Kolejnego dnia od rana piękne niebieskie niebo. Pogoda dziś ma myć najlepsza. Ale już wiem, że jest ona kapryśna i lokalnie może być zupełnie inna i bardzo szybko się zmienić.
Ernest znowu w nocy miał nieco wyższą gorączkę, ale rano jest lepiej. Jak będzie okazja odwiedzimy jakiegoś lekarza.
W planie na dziś Sete Cidades, czyli najdłuższa trasa na zachodni skraj wyspy. Pomiędzy Vila Franca do Campo, a Ponta Delgada jest praktycznie autostrada, jedzie się bardzo szybko. Omija się Ponta Delgada. Dalej pojawiają się małe górki, typowe dla obszarów aktywnych wulkanicznie:

Zanim dojeżdżamy pojawiają się pierwsze chmurki, ale tylko tutaj, być może z powodu większej wysokości:

Po drodze punkt widokowy Miradouro da Grota do Inferno. Jest znacznie zimniej niż na poziomie morza, choć nie ma dużej różnicy w wysokości.





Po drodze na parking jeziorko Lagoa do Canario:


Jedziemy dalej w dół kaldery:


Widoki bardzo jak w Nowej Zelandii. Cieszą oko jak cholera. Czysta sielanka:



Relacja z podróży 2019
Relacja z podróży 2019 Sri Lanka

Ellazielone okolice Ella

Następnego dnia wstajemy możliwie wcześnie (na szczęście śniadania nie podają bardzo wcześnie). To nasz widok z balkonu chwilę po wschodzie słońca:

Idziemy na pobliską górkę Little Admas Peak. To bardziej wzgórze niż góra, ale idzie się przez pola herbaty, a te o poranku wyglądają przyjemnie dla oka. Ella nie zachęca, ale wystarczy tylko lekko się oddalić i widoki wszystko rekompensują. Jestem bardziej niż zadowolony.






Pomiędzy plantacjami herbaty jest tu jakiś fajny resort (98 Acres Resort & Spa), a przy jego recepcji sklepik z lokalną herbatą:

W drodze powrotnej idziemy jeszcze raz na Nine Arch Bridge bo prawie po drodze:






Akurat trafiliśmy na przejeżdżający pociąg.

Relacja z podróży
Relacja z podróży Nowa Zelandia

New ZealandHaast Pass

Podobieństwa widoków z Europą nadal widzę, ale w Nowej Zelandii te widoki są niemal co krok i nawet przy krótkich przejazdach zmieniają się bardzo szybko i to czasem radykalnie.
Po noclegu w Queenstown, przez Wanakę i Haast Pass ruszyliśmy w stronę zachodniego wybrzeża. To kolejna górska trasa, pełna zakrętów i widokowych niespodzianek. Z Queenstown do Wanaki warto jechać krótszą, ale trudniejszą trasą: Crown Range Rd (wskazany mocniejszy samochód, przejazd kamperem może być ryzykowny). W Wanace zatrzymujemy się nad brzegiem jeziora na krótki posiłek:

Dalsza droga to już mniejsze różnice wysokości w pionie, da się jechać o wiele szybciej, ale droga ciągle jest kręta, przeciska się pomiędzy Jeziorami Wanaka i Hawea. Nigdy jeszcze nie czułem takiej frajdy z jazdy samochodem i nigdy nie miałem częściej uczucia zmarnowanych okazji do dobrych zdjęć:

Im bliżej zachodniego wybrzeża tym więcej drzew. Haast Pass przywitał nas deszczem, ale to dodało tylko dreszczyku mojemu zaangażowaniu w prowadzenie samochodu. Tutaj czas za kierownicą mija bardzo szybko:

Na wyspie południowej powszechne są wąskie mosty z jednym pasem ruchu. Ruch jest tam tak niewielki, że zwykle nie tylko nie ma tam zatorów, ale przez takie mosty mało kto przejeżdża z prędkością mniejszą niż 80km/h:

Po drodze zrobiliśmy kolejny treking szlakiem na kamienistą plażę którą według przewodnika powinny zamieszkiwać pingiwny. Pingiwnów nie było, ale i tak było warto jeszcze raz zanurzyć się w lokalny las deszczowy. To jeszcze skraj Fiordlandu, a las już wygląda nieco inaczej (przypomina mi przyrodę Parku Narodowego Great Otway w Australii):

W okolicach Fox Glacier mieliśmy przewidziany pierwszy nocleg pod namiotem. Pole namiotowe pozostawiało wiele do życzenia, nawierzchnia była błotnista. Postanowiliśmy nie tracić czasu i podjechaliśmy samochodem na parking gdzie zaczynał się szlak do czoła lodowca. Pomimo zbliżającego się zmroku uznaliśmy, że zdążymy wrócić zanim będzie ciemno. Co prawda po drodze zaczęło padać, ale dzięki temu znowu byliśmy jedynymi turystami i dzięki temu lodowiec podobał się nam jeszcze bardziej:

Padać już nie przestało i padało całą noc.

Relacja z podróży
Relacja z podróży Kapsztad

KapsztadLions Head

Wróciliśmy do “domu” około 16:00. Odpocząłem, przebrałem się, uzupełniłem płyny i to na zapas, nieco po 17:00 ruszyłem na zachód słońca na Lions Head. Musiałem wychodzić w ukryciu, bo gdyby mały zobaczył też chciałby iść i byłby problem :) Na początku szlak idzie w górę bardzo łagodnie i ma szerokość autostrady. Widoki fajne, bo słońce jest już nisko. Camps Bay wygląda kusząco:

Szlak prowadzi na szczyt spiralą, dalej widzę fajne nabrzeże Sea Point, a to zliżenie na okolice Bantry Bay:

Idąc dalej mam fajny widok (już z góry) na Signal Hill:

I centrum biznesowe miasta. Ścieżka nadal jest przyjemna:

Widać cień Lions Head:

Chwilę później robi się fajniej i ciekawiej (choć na zdjęciu wygląda to groźniej niż w rzeczywistości):

W końcu wlazłem około 19:00. Zapas wody wypiłem gdzieś około ⅔ drogi, ale tu u góry jest już chłodniej i przyjemniej. By chronić się przed słońcem ubrałem taką całkiem przyzwoitą koszulę co niektórych na szlaku wyraźnie bawi. Miałem pewne obawy czy łazić po górach wieczorem, ale na szlaku były prawie tłumy. Widziałem nawet parę z na oko rocznym dzieckiem w nosidełku. To na szczycie, na zdjęciu oczywiście nie ja:

Posiedziałem na szczycie z 20-30 minut, nie czekałem aż słońce zajdzie, bo nie chcę wracać dalej zupełnie po ciemku (choć zabrałem latarkę). Nieco niżej powinienem mieć też niezłe widoki:

Już sporo niżej Camps Bay:

Widać w oddali zbliżające się chmury, to znak zmieniającej się pogody. Szkoda, że nie widać tego na zdjęciu (a filmu nie mam), ale struktura tych chmur była bardzo dynamiczna, było widać jak dosłownie pełzają po szczytach i zanikają osuwając się po zboczach:

Jeszcze z drugiej strony widok na centrum i szybko do domu. Zdążyłem spokojnie wrócić przed zmrokiem (szkoda, mogłem posiedzieć na górze dłużej):

Ten wieczorny wypad podobał mi się bardzo !! Być może z powodu dreszczyku emocji (bo przecież jest niebezpiecznie), ale z pewnością także z powodu widoków, unikalnego światła i przejrzystego powietrza. Taką wycieczkę zdecydowanie polecam !! Da się bezpiecznie zostawić samochód przed wejściem na szlak i po 2-2,5h jest się na dole (plus czas na kąpiel).

Relacja z podróży
Relacja z podróży Japonia

OkayamaHiroshima

Wybraliśmy Okayamę na bazę do zwiedzania na 3 najbliższe dni ze względu na to, że zatrzymują się tu wszystkie Shinkanseny. Dzięki temu, że korzystamy z karnetu JR Sanyo Sanin możemy korzystać także z najszybszych Nozomi i Mizuho (nie pozwala na to Japan Rail Pass). Dojazd do Hiroshimy jest więc wyjątkowo szybki, nie musieliśmy nawet dopasowywać się do rozkładu jazdy. Z dworca dojeżdzamy tramwajem do Peace Memorial Park. Ernest dostaje wolną rękę do pobiegania.

Monika idzie do muzeum, ja zostaję z Ernestem. Tramwajem dojeżdżamy do stacji Yokagawa, gdzie przesiadamy się na lokalny pociąg do Miyajima-guchi, gdzie przesiadamy się na prom. Jest bardzo dużo lokalnych turystów, przypomina mi się, że dziś jest święto w Japonii: Culture Day, w internecie czytam, że to najbardziej pogodny dzień w roku i rzeczywiście mamy czyste niebo i piękne słońce.

Relacja z podróży do Indonezji
Relacja z podróży do Indonezji Indonezja

YogyakartaYogyakarta

Następnego dnia zwiedziliśmy jeszcze Kraton (średnio ciekawy) i pojechaliśmy autobusem do Borobudur:

Zwiedzanie Borobudur rozpocząłem od organizowanego przez hostel Lotus II, w którym się zatrzymaliśmy, wypadu na wschód słońca na pobliska górkę. Wyjazd około 4:30, więc trzeba było wstać wcześniej (i tak donośny głos muezzina z pobliskiego meczetu nie dawał się wyspać), ale myślę, że było warto:


Sama świątynia Borobudur to już zdecydowanie nie to, co Angkor. Turystów jest bardzo dużo, ale białych stosunkowo niewiele. Zdecydowanie warto rozpocząć zwiedzanie o 6:00 rano, a do 11:00 można się już wynudzić. Po zakupie biletu, przed wyjściem na teren świątyni, otrzymuje się gratisową kawę i herbatę oraz wypożycza się (obowiązkowo) sarong.

Dookoła widać przynajmniej dwa duże stożki wulkaniczne, a oto najniebezpieczniejszy z nich, Merapi (na kolejny dzień mamy w planie krótki treking w jego pobliżu):

Rano przy świątyni organizowane są buddyjskie medytacje, ale szczerze mówiąc nie bardzo wiem, co ten mnich robi (może transmisję online):

Jeszcze tego samego dnia mieliśmy w planie dotarcie do Kaliurangu u podnóży wulkanu Merapi. Powiedziano nam, że z Borobudur da się tam dojechać dwoma autobusami z przesiadką w miejscowości Tempel, tak by uniknąć powrotu do Yogyakarty. Pierwsza część podróży poszła bez problemu, jednak w Tempel nie było już ani dworca autobusowego, ani autobusów. Miejscowi oczywiście twierdzili, że autobusu nie ma i oferowali transport motorem lub taksówką. Ceny, które oferowali, nie były nawet wysokie, ale mieliśmy czas i uparliśmy się przy autobusie. Dopiero po około 30 minutach podszedł do mnie jakieś facet i powiedział, że autobusy są, ale nie jeżdżą często i w dodatku nieregularnie. Na szczęście, po kolejnych 15 minutach inny napotkany Jawajczyk powiedział nam, że i tak tam jedzie i chętnie nas podrzuci. Zapytany o kwestie finansowe powiedział, że mu obojętnie, ale będzie miło jak mu coś damy i mamy sami ustalić, ile chcemy. Daliśmy mu tyle, ile kosztowałby autobus, był zachwycony, a w zamian podrzucił nas pod sam hostel w Kaliurangu.
Po drodze opowiadał, że jedzie wymienić okna w jakimś domu, że jego szef ma też hostel w Yogyakarcie, no i w ogóle, że nie żyje się tam źle. Indonezyjczycy są rzeczywiście cały czas uśmiechnięci i zadowoleni z życia.
To pamiątka z tego przejazdu:

San Francisco USA
37°47'N 122°27'W
Irlandia Część wschodnia
52°43'N 7°56'W
Angkor Kambodża
13°27'N 103°53'E
Titicaca region Peru
15°18'S 70°8'W
Peloponez Grecja
37°27'N 22°14'E
Essex Wielka Brytania
51°38'N 0°21'E
Manila Filipiny
14°36'N 120°59'E
Uluru Australia
25°21'S 131°2'E
HongKong 2014 Hong Kong
22°27'N 114°20'E
La Paz region Boliwia
16°30'S 68°4'W
Alice Springs Australia
23°41'S 133°53'E
Ko Chang Tajlandia
12°5'N 102°18'E
Stambuł Turcja
41°1'N 28°59'E
North Island New Zealand
37°39'S 175°45'E
Sri Lanka Sri Lanka
7°9'N 80°40'E
Miami USA
25°50'N 80°14'W
Wahiba Sands Oman
21°57'N 58°44'E
Luang Prabang Laos
19°55'N 102°9'E
Cuzco region Peru
13°10'S 72°32'W
Valencia Alicante Hiszpania
38°49'N 0°14'W
Tikal Gwatemala
17°18'N 89°33'W
Berlin Niemcy
52°31'N 13°24'E
Bergen Norwegia
60°23'N 5°20'E
Dubaj ZEA
25°24'N 55°26'E
Maui USA - Hawaje
20°44'N 156°17'W
Kapsztad RPA
33°59'S 18°27'E
Melbourne Australia
37°49'S 144°58'E
Al-Hadżar Oman
23°25'N 56°59'E
Genua Włochy
44°24'N 8°56'E
Singapore 2013 Singapur
1°17'N 103°51'E
Petra i Wadi Rum Jordania
29°21'N 35°21'E
Malta Malta
35°53'N 14°27'E
Styria Salzburg Tyrol Austria
47°17'N 13°1'E
Macau Macau
22°7'N 113°33'E
Jukatan Merida Campeche Meksyk
20°55'N 89°52'W
London 2009 Wielka Brytania
51°31'N 0°7'W
Doha Qatar
25°17'N 51°27'E
Kansai region 2015 Japonia
34°44'N 135°17'E
Sycylia Włochy
37°57'N 14°53'E
Madrid Hiszpania
40°25'N 3°42'W
Strasburg Francja
48°35'N 4°28'E
Seul Korea
37°33'N 126°59'E
Wschodnia Szwajcaria
47°25'N 8°41'E
Zanzibar Tanzania
5°51'S 39°21'E
Maskat Oman
23°37'N 58°36'E
Great Ocean Road Australia
38°37'S 143°1'E
Sydney Australia
33°51'S 151°13'E
Południowe Niemcy
48°51'N 10°10'E
Kuala Lumpur Malezja
3°9'N 101°42'E
Bled Ljubliana Słowenia
46°7'N 15°3'E
Takamatsu Shikoku Japonia
33°31'N 133°23'E
Palawan Filipiny
9°55'N 118°44'E
Kambodża Kambodża
11°12'N 104°37'E
Sao Miguel Azory
37°48'N 25°41'W
Fukuoka Kyushu Japonia
33°19'N 130°26'E
South Island New Zealand
42°10'S 172°24'E
Mostar Bosnia and Herzegovina
43°57'N 17°52'E
Bilbao Hiszpania
43°17'N 2°55'W
Kopenhaga Odense Billund Dania
56°17'N 10°45'E
Arequipa region Peru
16°15'S 72°13'W
Dalmacja Chorwacja
43°31'N 16°11'E
Praga Morawy Czechy
49°53'N 14°43'E
New York USA
40°46'N 73°59'W
Porto Portugalia
41°9'N 8°37'W
Monaco Monaco
43°44'N 7°25'E
Chugoku region Japonia
34°53'N 132°55'E
Jawa Indonezja
7°16'S 109°41'E
Ryga Lotwa
56°57'N 24°7'E
Bangkok 2014 Tajlandia
13°45'N 100°30'E
Shanghai Chiny
31°13'N 121°28'E
Pomorze Polska
54°21'N 18°39'E
Fiordland New Zealand
45°17'S 167°36'E
Phuket region Tajlandia
7°45'N 98°47'E
Lima region Peru
12°3'S 76°59'W
Los Angeles USA
33°56'N 118°19'W
Cameroon Cameroon
3°57'N 12°40'E
Dubrownik Chorwacja
42°40'N 18°4'E
Stockholm Szwecja
59°20'N 18°4'E
Astana Kazachstan
51°10'N 71°26'E
Vientian Laos
17°56'N 102°38'E
Mediolan Włochy
45°43'N 9°25'E
Parki Narodowe Tanzania
3°8'S 35°33'E
Turyn Włochy
45°22'N 7°35'E
Lizbona Portugalia
38°43'N 9°8'W
Taipei Tajwan
25°2'N 121°32'E
Atacama region Boliwia
22°29'S 67°42'W
Barcelona Hiszpania
41°24'N 2°12'E
Garden Route RPA
33°56'S 23°34'E
Kansai region 2012 Japonia
34°51'N 135°59'E
Irlandia Północna Wielka Brytania
54°41'N 6°13'W
Bali Indonezja
8°28'S 115°18'E
Amman & Północ Jordania
31°34'N 36°25'E
Izrael Izrael
32°1'N 34°53'E
Florida Keys USA
24°33'N 81°48'W
Bangkok 2005 Tajlandia
13°45'N 100°30'E
London 2018 Wielka Brytania
51°31'N 0°7'W
Antigua Gwatemala
14°34'N 90°44'W
Kauai USA - Hawaje
22°5'N 159°31'W
Jukatan Quintana Roo Meksyk
20°37'N 87°5'W
Karaganda Kazachstan
49°47'N 73°8'E
Ciudad Bolivar Henri Pittier Wenezuela
10°28'N 67°19'W
Ateny Grecja
37°58'N 23°44'E
Canaima Wenezuela
5°27'N 61°57'W
Blue Mountains Australia
33°42'S 150°16'E
Kraków Polska
50°3'N 19°57'E
Istria Chorwacja
44°53'N 13°58'E
Holandia Holandia
51°54'N 5°16'E
Czarnogóra Czarnogóra
42°43'N 19°27'E
AbuDhabi ZEA
24°28'N 54°20'E
Rzym Włochy
41°53'N 12°30'E
Hamburg Rostok Niemcy
53°32'N 9°59'E
Mexico City Meksyk
19°35'N 99°4'W
Nord Thailand Tajlandia
19°30'N 99°11'E
Tokyo Kanto Japonia
36°15'N 139°55'E